Frozen | film

Jest wiele Amerykańskich, beznadziejnych w fabule, obrazie i muzyce “niby” filmów, których konstrukcja uderza po oczach jak pusta skarbonka. Oj jest takich, nie mało drodzy widzowie. Frozen niczym się nie różni od tego schematu. (??) Hold on a second. Czyżby? Sam to pytanie sobie zadawałem kilka razy po obejrzeniu tego thrillera. Zadałem sobie to pytanie po raz kolejny, kiedy po raz drugi go obejrzałem. Sam sobie nie mogłem uwierzyć. Czy myślałem aby się zmobilizować na trzeci seans? Nie, raczej nie. Poprosiłbym o kolejny film, gdyby nie… to coś. Jak to mawia mój ciekawy kolega – “bez kitu, co byś człowieku nie wymyślił na ten ciasny temat” film jest naprawdę dobry!

Film jest prosty jak konstrukcja cepa może być adekwatnym sformułowaniem jeżeli chodzi o reżyserię. Inaczej tego ująć nie należy. 30 milionów Snowboarderów w USA, jakieś 5 tysięcy przejazdów rocznie na jednym wyciągu krzesełkowym. To tylko kwestia czasu, żeby zapomnieć o roztargnionym turyście na wyłączonym wyciągu. W tym filmie, mamy ich aż trzech. Konsekwencje ich wyboru oraz pewnego zbiegu okoliczności – a właściwie ich rozejścia się, są wyraźnie widoczne na powyższym obrazku. “Żywcem” wyjętym z filmu. W natłoku niedorzeczności, którymi ten film jest napikowany jak słoik ćwikłą – widza trzyma przy życiu tak zwany czynnik [‘…i co dalej?‘]. Dalej moi drodzy dzieje się naprawdę wiele i ciekawie. Film “Frozen“, to bardzo prawdopodobny scenariusz na najgorszy z możliwych ciąg niefortunnych wydarzeń i może właśnie dlatego jego prostota, jest jego wiarygodnością. Inaczej bym go nie polecał.