Za Priorytety . 2

... Znowu na pokładzie... w tym samym -
....JEDNOLITYM SKŁADZIE;
... Opuść tę stronę jeśli liczyłeś/łaś na kulturalny przelot;
... W przeciwnym razie czeka Cię...

…….“Kolejna podróż w tym pierdolonym samolocie… część 2!

Znowu znalazłem się w tym samym miejscu. Po raz kolejny staram się myśleć, że to tylko przelot w obie strony i nic w tym nadzwyczajnego. Od progu mojego domu do progu domu mojego, i każda postać która stanie na mojej drodze to tylko epizod. Smętny charakter drugiego planu. Ważne są punkty A&B. Reszta to tylko cień. Uliczny zgiełk. Przystanek pełen dziwnych stref. Polityczna mapa miejsc i ludzi, których nie chcę pamiętać.

 Na pokład wchodzi Pani z dzieckiem na rękach. Ciągnie za sobą torbę z pieluchami. Dziecko krzyczy jak chomika łapa we wnykach. Grubas – Rząd Pierwszy, Polski Trzeci już chyba – przedstawiciel białej rasy – producent białej kiełbasy, pamięta jeszcze manewry czołgów radzieckich pod Kadzidłem. Aktywny komentator Białostockiego ‘Echa Dnia‘. Matka wrzuciła mu w torbę trochę makulatury aby syn wjechał na Wyspy lekko oczytany. Wstaje poprawić walizkę, którą wpasował w schowku nad barami. Rozciągając pięści za i przed sobą grubas kreuje potrzebną do tego zadania – mierzoną na łokcie przestrzeń. Kobieta z dzieckiem odbijają na dalszy plan. Buraczany pokaz siły – pasażerski wrestling – weź mnie pod pachę a ja leciutko urwę ci ryja – coś jakby w domu: Tak mnie uczył ojciec, tak uczył go – Jego ojciec.

   (…) Gdy rażona prądem świnia próbuje uciekać, zwiąż jej nogi kablem a nozdrza przewlecz stalowym drutem tak aby nie kwiczała podczas zabiegu. Obróć świnię na plecy i złap ją za tylne nogi. Pamiętaj aby nie stać wtedy za prosiakiem, bo zamiast krawatu możesz przyodziać gówniane graffiti. Takie zapasy to nie impreza dla amatora – nie dla kogoś z miasta! Taka lekcja wieprzowych zapasów na 100% może przydać się podczas szukania miejsca w samolocie. Zatem strzeż się ludzi, których doświadczenie i zawód ma świńskie pochodzenie. Taki człowiek w kilka sekund i bez otrzeżenia może zrobić – namwet matki z dzieckiem – weselną kiełbasę lub schabowego w panierce. (…) puszczona walizka spada na obce kolana.

… Wiolonczelistka

Weszła z folderem nut. Wiolonczelistka. Wysypała dźwięki jak cukier z cukierniczki. Biało na czerwonym między rzędami. ‘Pierwsi Panowie’ odruchowo pozostają w gniazdach jak kawki pilnując swoich pedalskich jaj. Patrzę na to jak na seans w kinie i dumny z takiej projekcji nie pozostaję. Niczym dziennikarz i mecenas ulicznej sztuki relacjonuję Państwu wydarzenia dnia z pierwszej ręki. To się dzieje na prawdę. To transkryptmisja na żywo. Podczas pisania kolejnego zdania – w biegu wydarzeń priorytetowa orgia ignorancji nie spowalnia. Ta “stałem się gejem w taxówce” imprezownia trwa. Z każdą minutą gości przybywa, a w taryfie każdy z wiejskich prezesów swoje słabości powoli odkrywa. Wiolonczelistka zbiera nutka po nutce klęcząc w psalmie o sekundach spóźnienia. Żaden z ‘Pierwszych Panów’ nie wyciąga pomocnej dłoni, nikt nie spojrzy, nikt nie zanuci, nikt świeckiej kultury nie chce przywrócić. Nikt też nie zaofiarował własnej dumy w antrakcie pełnego rozgrzeszenia – Słuchawki na uszy, gazety przed oczy, maski na twarze – okupacja trwa. I witamy ponownie w pierwszym rzędzie, gdzie stewardesa ponownie prosi ‘Pierwszego’ o zdjęcie słuchawek lecz ten chyba gdzieś zaginął. Nie odpowiada. Jakby nie musiał. Jakby za dodatkową opłatą otrzymał od Boga pozwolenie na ignorowanie poleceń. Taka k*wa Nasza ‘Business Klasa‘. Myśli pewnie o tym zdjęciu, które wczoraj skomentował. Że go natchnęło…… że popłynął i teraz leci gdzieś w interesy. Że nie posłucha tej dziwki – stewardesy, bo ta wie tyle o lataniu co ja o masturbacji i odchudzaniu. Spuszczam wzrok na buty…

… “… można poleci’eć”

 Trudno mi oddać charakter tej atmosfery. Dzieci płaczą, matki skaczą, ojcowie piją – herbatę poproszę. Czarna, z cytryną. Za oknem chmury, pod oknem rury. Gość tankuje samolot. Inny – anty rozumny wrzuca walizy do luku. Poranna siołownia dla tych, których dzień zaczyna się od przekleństwa. Pochmurna pogoda zaopatrzona w bolesne wizje lotu do nikąd. Bo jest deszczowo, mniej kolorowo. Każdy pasażer zainstalował się w fotelu już kilka minut temu. Następuje procedura obłsugi pasażera – recenzja w toku. Choć na moment zmiana pasażerskiego repertuaru. To odpoczynek od oślepiającego manifestu głupoty z pierwszych rzędów. Ten dziwny koleżka jest tu w pracy. Powtarza ten sam proces prezentacji zapinania pasów, dmuchania kamizelki oraz podświetlonych dróg ewakuacji od dnia, kiedy podpisał umowę o pracę. Sam się zastanawiam, co kieruje człowiekiem który decyduje się na pracę jako Steward i to w tak marnie tanich liniach lotniczych jak WizzAir. Desperacja? Bezrobocie? Chęć podróżowania? Samotne laski? Widoki za oknem? Czy może wkurwiający pasażer, ogłuszające dzieci czy fragmenty pijaka dla którego dzień w którym posadził dupę w samolocie to dzień nostalgicznego picia do oporu? Popycha ten wózek z wódą i kanapkami jakby ten był ze złota. Jego korespondencja w obu jezykach jak od linijki smakuje nawet anglikom. Charakter dość trudny do przewidzenia, precyzja godna naśladowania. Wysoki poziom i kultura. Ten ‘steward’ albo pomylił poranne samoloty, albo… – po raz pierwszy od kilku lat w historii tej lini lotniczej  – faktycznie – nie przepłaciłem za bilet! Po raz pierwszy WizzAir leci z rezerwowym składem ludzi, których ambicje sięgają wyżej niż wisząca na haku szmata do podłogi. Dziś, po raz pierwszy pasażerowie WizzAir’a – nie wiedzą jak się zachować – bo dziwnie jest zachowywać się normalnie. Na obsługę o tak profesjonalnym stopniu zaangażowania można liczyć jedynie w bogato wyposażonych liniach lotniczych. Czyżby WizzAir zmieniał strategię? Przez moment poczułem, że moje pióro pozostawie zakręcone do oporu. Dziś, po raz pierwszy mogę powiedzieć, że tę linię… można polecić. Łapię za butelkę wody, i świeżo odkręcam w lewo. Z lekkim uśmiechem podnoszę pół litra – plastiku, tego przezroczystego. Prostuję plecy, obracam głowę  i jak w krzywym lusterku – widzę natchnienie, korytarz ludzi i znowu wiem, że mimo wszystko mój skromny artykuł – czysty lirycznie nie pozostanie!

 Zawsze pierwsi, zawsze z przodu, zawsze uprzywilejowani – ‘Drudzy Panowie‘ z ostatnich stron swoich gazet. Królowie Porno, odkrywcy gadgetów. Wypijmy za zdrowie kretynów! Napijmy się za debili i skurwysynów! Za świrów na piedestałach i wizerunek dobrych ludzi przy konfesjonałach. Wznoszę toast – za chamstwo i kurestwo! Za ucieczkę od polityków i gamoni. Za banki, prawników, dziwki i nierobów. Piję za kłamców i złodziei. Za nienawiść i własne subiektywne oceny. Za przyzwolenie na zło i zaniedbanie prawdy. Za brak poprawności i o dupę wytartą etykę. Za brak szacunku, zimne spojrzenia. Piję za moją podróż na koniec świata, za bezkresną wędrówkę do nikąd – za mnie – wariata! Za ucieczkę od tego i od wszystkiego. Za zapomnienie i zniesmaczenie. Za moje piekło, śmierć, brak wartości i odrodzenie. Wypijmy… Za Priorytety!

AJ. Grupa WDDW

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,