“Niedźwiedzia historia”

Święta i po Świętach. Tradycyjnie. Niemal każdy z nas cyklicznie przed tym największym, zbiorowym festiwalem prezentów zadawał sobie lub znajomym wciąż to samo pytanie: “Jaki mam kupić prezent na Święta?” Im bliżej tego dnia, w którym nerwowo rozdrapujemy papier z pudełek tym to pytanie bardziej dokucza naszej niespokojnej wyobraźni. Rezultatem takiego utracenia głowy mogą być nieodwracalne w skutkach konsekwencje! Tak tak moi drodzy. Począwszy od zupełnie nietrafionego prezentu do – nie kupienia go wcale!

Nie wspominając o bieganiu w panice po centrum handlowym sekundy przed godziną “ZERO” szukając czegokolwiek mniej lub bardziej plastik’tego-owego”. Z portfelem w zębach biegniemy w zwolnionym tempie w kierunku wąskich półek z nocnymi lampkami (sklepowa muzyka na skrzypeczkach w tle) i kiedy już mamy chwycić jedną z nich za szmaciany lampion naszą uwagę przyciąga pluszowy miś przypięty do boku wersalki. Oooooooo… PuchateM” jak Miłość?
Z zadowoleniem lecz bez wiary w Bożonarodzeniowy cud, wracamy do domu myśląc o teorii tej historii, w której “miś” staje się bohaterem bajki o spóźnionym Mikołaju stojącym w korku na Radzymińskiej. Nie będzie nocnej lampki. Nie będzie kolczyków, ani nart. W tym roku pod choinką usiądzie “miś“.

I wszystko niby jest ok i niby jest w porządku tylko widzisz, ja również zainwestowałem na Święta w misia i ‘jasno-widzę’, że pomiędzy Twoim kanapowym i tym na którego ja teraz patrzę z uśmiechem jest wyraźna różnica. “Twój” jest wypchany gąbką i szmatami a “mój” pomysłami i dobrym humorem. Mam zaszczyt przedstawić wszystkim, którzy jeszcze o tej pozycji nie słyszeli:

I WANT MY HAT BACK